Tym osobom, którzy oczekują sukcesów w ugruntowanym fundraisingu, trzeba będzie udowodnić encyklopedyczność wiedzy i wybitną praktyczną wszechstronność. W sumie, na początku wystarczy dobrze przyswoić sobie, że fundraising to tylko spobób na pomnożenie już znajdujących się w organizacji zasobó. Elementarna arytmetyka uczy, że dla tego żeby mnożąc nie przyjść do zerowego wyniku, trzeba żeby mnożące nie było zerem. I odwrotnie, czym więcej od zera będzie się różnić mnożące tym leprze zasoby uda się dostać. Krótko mówiąc "kto hojnie sieje, ten hojnie zbierze".Żałować siłe i zasoby na fundraising oznacza to samo co skazać organizację na stagnację. Uważam, że organizatorzy i producenci fabryczek z produkcją jednorazowych fundraiserów to totalna porażka. Może i rzeczywiście, że kiedy- kolwiek, kto- kolwiek, komu-kolwiek z takiej załogi fundraiserów-niedokrztałconych złoży ofiarę. Ale tylko jakoś-kiedyś! Nie ptoblem, że przy kolejnych wizytach ich, całkiem pradopodobnie, będą zwyczajnie bić. Problem w tym, że raz popażony od takiego fundraisera dobroczynieć bardzo na długo, jeśli nie na zawsze, traci smak i chęć uczęstnictwa w działalności charytatywnej.
Zobacz tez: | |